Marek Marcinowski

Recenzja „Wiele do stracenia” | #131 |

Recenzja ""Wiele do stracenia" | #131 |

"Wiele do stracenia" Marek Marcinowski

Recenzja

Październik 2020

Wstęp

Powieść sensacyjna z elementami thrillera „Wiele do stracenia” autorstwa Marka Marcinowskiego to debiut beletrystyczny. Autor jest specjalistą od finansów i giełdy. Na swoim koncie ma publikację w formie wywiadu stricte związaną z finansami i giełdą: „Sukces na giełdzie. Tajniki i wskazówki największych polskich ekspertów giełdowych”. Nic więc dziwnego, że jego powieść przybliża Czytelnikowi mechanizmy funkcjonowania giełdy. Główny bohater – Andrew Freshet to odnoszący sukcesy pracownik nowojorskiego banku inwestycyjnego. Jednak w jego życiu dochodzi do wielu zawirowań, a giełda i jej gracze są bezwzględni. Marek Marcinowski odsłania mroczny świat giełdowych machinacji. Tutaj nie ma miejsca dla słabych graczy, a silni próbują dostać się na sam szczyt i marzą o nieograniczonej władzy. Jak w tym wszystkim odnajdzie się bohater i czy giełda ostatecznie go zniszczy? Porywająca, pełna akcji powieść, która stanowi swego rodzaju przestrogę, dla tych, którzy pragną bliżej poznać rynek finansowy. Przejdźmy teraz do tego, o czym jest ta historia i dlaczego wywołała we mnie wiele emocji.

Upadek

Andrew Freshet podczas wyjazdu służbowego do Sierra Leone, dzięki swojej intuicji i doświadczeniu, odkrywa pewne nieścisłości dotyczące inwestycji. Udaje mu się uchronić swojego pracodawcę przed złym i niekorzystnym ulokowaniem pieniędzy. Zadowolony z siebie, liczy na awans. Jednak tak się nie staje. Wszystkie zasługi przypisuje sobie jego przełożony:

„Andrew, słysząc te słowa, poczuł się niczym balon, do którego ktoś gwałtownie dopompował powietrza poza granice wytrzymałości. Dupek Thomas właśnie zebrał laury za jego osiągnięcie i przypisał sobie wszystkie zasługi”.

Wściekły Freshet, pod wpływem emocji w jednej chwili rzuca pracę. Nie chce już dłużej brać udziału w wyścigu szczurów. To dopiero początek jego problemów. Ma trudne relacje z żoną i synem. Dochodzi do punktu, gdy zostaje zupełnie sam. Do tej pory z nadzieją patrzył w przyszłość, liczył na to, że zrobi oszałamiającą karierę, miał rodzinę. Powoli się stacza, aż sięga samego dna. Pozbawiony perspektyw, jako pracoholik bez pracy nie może się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Dopiero ostre słowa jego syna są niczym kubeł zimnej wody. Andrew się otrząsa i postanawia wrócić do normalnego życia. Nie jest to łatwe. Na nowojorskiej giełdzie doszło do krachu, ceny akcji gwałtownie spadają. Jednak on wierzy, że to tylko chwilowe załamanie na rynku finansowym. Zaczyna szukać inwestorów. Tutaj jest jedna scena i postać, która do złudzenia przypomina mi opisy książkowe i obrazy filmowe z „Wilka z Wall Street” Jordana Belforta. Andrew Freshet wraca do gry…

Odrodzenie

Wkrótce Andrew znajduje ludzi, którzy przekazują mu pieniądze, a dla przeciętnego człowieka są to bajońskie sumy. Andrew powoli zaczyna inwestować przekazane środki. Odnawia znajomość z Cindy – dawną miłością z dzieciństwa. Czy ta miłość pomoże Andrew wrócić do pełnej równowagi? Andrew, na polecenie obrzydliwie bogatego inwestora, zaczyna wyszukiwać firmy, rokujące przyszłe zyski. Musi bardzo uważać. Tutaj najważniejszy jest zdrowy rozsądek, i intuicja oraz doświadczenie na rynku finansowym:

„– Z giełdą nie ma żartów. To żarłoczna bestia. Pchasz się w jej paszczę bez przygotowania, to cię przeżuje i wypluje resztki”.

Czytając o poczytaniach bohatera, jednocześnie dowiadujemy się o bezwzględności tych, którzy działają na giełdzie. Jak się okazuje, nie tylko w Nowym Jorku dochodzi do brudnych rozgrywek. Czytelnik dowie się o tym co, wydarzyło się w amazońskiej dżungli i dlaczego. Zetkniemy się również z przemytnikami dzieł sztuki. Andrew, którego sytuacja powoli się stabilizuje, nie ma chwili wytchnienia. Gdy już mu się wydaje, że pokonał przeciwności, znowu dochodzi do przedziwnych wydarzeń. Zostaje porwany przez kartel narkotykowy i wywieziony do Nowego Meksyku. Grozi mu wielkie niebezpieczeństwo. Dlaczego stał się ofiarą groźnych przestępców? Czy uda mu się powrócić do Nowego Jorku i rozwijać znajomość z Cindy? I najważniejsze: Czy w porę zorientuje się, że jest tylko pionkiem na wielkiej szachownicy graczy giełdowych, którzy dla własnych korzyści nie zawahają się przed nawet najbardziej mrocznymi zagrywkami? Jeśli chcecie poznać odpowiedzi, sięgnijcie po tę powieść!

Podsumowanie

Wiele do stracenia - Marek Marcinowski

Powieść „Wiele do stracenia” Marka Marcinowskiego to historia pełna zwrotów akcji, czasami aż nieprawdopodobnych. Czytając o tym, co przydarzyło się Andrew Fresethowi, miałam wrażenie, że Autor nie lubi swojego bohatera. Z drugiej strony stworzył postać, która ma swoje słabości, działa pod wpływem emocji, ale także ma wiele szczęścia. Nie jest to typ macho, któremu wszystko się udaje. W pewnym momencie skojarzył mnie się z biblijnym Hiobem… Bo czy naprawdę jeden człowiek może doświadczyć aż tylu nieszczęść? Jak widać, może i nawet potrafi sobie z nimi poradzić. Bardzo ciekawe są tutaj wątki związane z giełdą i jej funkcjonowaniem. Autor ukazuje tajniki rynku finansowego. Jednocześnie przestrzega, by bez odpowiedniej wiedzy nie rozpoczynać działań na giełdzie. Andrew dysponuje niewyobrażalnymi dla wielu z nas sumami pieniędzy, ale musi być bardzo ostrożny, by ich nie utracić.

W czasie lektury dowiadujemy się, co są w stanie zrobić największe firmy, by utrzymać się na samym szczycie i nie utracić władzy i kontroli. Włos się na głowie jeży, gdy czytamy, jak można omotać dobrego pracownika, do czego zdolny jest pracodawca, by nie stracić „kury znoszącej złote jaja”. A w tym wszystkim tkwi główny bohater, który nie do końca zdaje sobie sprawę, że stanowi tylko i wyłącznie narzędzie w rękach bardzo wpływowych i bezwzględnych ludzi. Książkę czyta się jednym tchem, jest pełna akcji. Fabuła spójna, choć chwilami miałam wrażenie, że pewnych pobocznych wątków jest zbyt wiele. Jednak z drugiej strony może stanowią one tylko preludium do kolejnych wydarzeń, w końcu to dopiero pierwsza część historii Andrew Fresheta. Powieść polecam wszystkim miłośnikom sensacji. Tutaj naprawdę bardzo dużo się dzieje, a sprawy związane z giełdą są ciekawie przedstawione i chwilami mrożą krew w żyłach. Niecierpliwie czekam na kontynuację tej historii!

Kilka Słów o Książce

Kilka słów o Autorze

Marek Marcinowski

Marek Marcinowski – Pasjonat rynków finansowych, astronomii i fotografii. Podróżnik. Z wykształcenia informatyk. Hobbistycznie trenuje fechtunek szablą i długim mieczem. Niepoprawny marzyciel, którego serce często walczy z rozumem. Uwielbia łamigłówki, szachy, górskie spacery, jazdę na rowerze, literaturę i rodzinne rozgrywki w gry planszowe, od których jest wręcz uzależniony.

Marek Marcinowski

Olimpia

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Podobne prace

Świat bez świtu - Radmior Darmiła

Recenzja „Świat bez świtu” | #133 |

Radomił Darmiła
Pieśń słowika - Agata Suchocka

Recenzja „Pieśń słowika” | #132 |

Agata Suchocka
Przypadek? Nie sądzę! Michał Krawczyk

Recenzja „Przypadek? Nie sądzę!” | #130 |

Michał Krawczyk
error: