Harry Adam Knight

#39 Recenzja „Macki”

#39 Recenzja "Macki"

"Macki" Harry Adam Knight

Recenzja

Wstęp

Harry Adam Knight to pseudonim australijskiego pisarza Johna Brosnana. Pisał w latach 90. XX wieku. „Macki” to horror klasy B ukazujący wizję zagłady, za którą odpowiada coś nieznanego ludzkości. Anna Thomas z grupą przyjaciół bierze udział w proteście odbywającym się na terenie firmy NIREX, gdzie trwają prace wiertnicze. Mają one na celu stworzenie miejsca na składowanie odpadów radioaktywnych. Odkryta zostaje tam włóknista masa niewiadomego pochodzenia. Nie powstrzymuje to jednak zarządu firmy przed dalszymi pracami. Dochodzi do tragedii. Z głębi ziemi wypływa czarna maź, która ma właściwości żrącego kwasu. Wielu protestujących ginie w strasznych męczarniach. Sprawa zostaje wyciszona, a za przyczynę wypadku obwiniani są uczestnicy protestu, którzy rzekomo doprowadzili do wybuchu na terenie prac wiertniczych. Zeznania nielicznych świadków, którzy przeżyli są bagatelizowane przez władze. Wersja oficjalna znacznie odbiega od tego, co naprawdę wydarzyło się na terenie budowy.

Anna Thomas, autorka powieści dla dzieci, nie może otrząsnąć się po przeżyciach w czasie protestu na budowie. Jej lęk jest dodatkowo potęgowany przez wydarzenia, które mają miejsce w okolicznym miasteczku. Ludzie twierdzą, że atakują ich dziwne, czarne robaki lub węże, czyhające na ludzi pod osłoną nocy. Clive Thomas, który jest epidemiologiem, zostaje wezwany na miejsce dziwnego wypadku. Widzi stado krów, z których została tylko skóra zawierająca ogromną ilość krzemionki. Zwierzęta zostały pozbawione wszystkich organów wewnętrznych. Doktor Thomas ma zbadać sprawę. Niedługo później to samo spotyka mieszkańców miasteczka Harpenden. Z ludzi zostają same sztywne skorupy. Doktor Thomas twierdzi, że na skutek ugryzienia do ciał ofiar dostaje się tajemniczy jad o właściwościach nieznanego enzymu, który rozpuszcza tkankę organiczną. Jednak nikt nie zna jego pochodzenia… Przypadki dziwnych śmierci zaczynają pojawiać się w kolejnych miastach, a wszystko wskazuje na to, że tajemnicze macki dotarły do Londynu…

Atak na Londyn

Dziennikarka Robin Carey cudem przeżywa spotkanie z mackami. Udaje jej się zdobyć fragment czarnej masy. Próbkę dostarcza do laboratorium Clive’a Thomasa. Epidemiolog odkrywa, że komórki macki nie zawierają DNA, a ich struktura nie przypomina niczego znanego w świecie nauki. Thomas wysnuwa wiosek, że ten organizm nie pochodzi z Ziemi. Twierdzi, że macki to tylko część o wiele większego, tajemniczego organizmu. Oczywiście w świecie nauki nikt mu nie wierzy. Zaczyna być postrzegany jako szalony naukowiec, któremu jasność umysłu mąci niedawna tragedia osobista. Zostaje zawieszony przez przełożonych i ma zakaz głoszenia swoich teorii, by nie wywoływać większej paniki. Thomas i Robin na własną rękę próbują rozwiązać zagadkę, by zapobiec zagładzie ludzkości, w którą nikt oprócz nich nie wierzy.

Gdy tajemnicze macki docierają do Londynu władze nie mogą już ukrywać faktu, że Anglia została zaatakowana przez nieznanego potwora. Zaczynają skłaniać się ku teorii, że macki były przez miliony lat uśpione pod ziemią, a na skutek odwiertu wydostały się na powierzchnię. Wielu naukowców zaczyna wierzyć także w „kosmiczną” teorię doktora Clive’a Thomasa. Póki ofiarami padali ludzie z mniejszych miasteczek, sprawa była wyciszana i nie podejmowano prób walki z nieznanym. Teraz zaatakowana została stolica. Miasto jest zniszczone, giną setki ludzi: „W ciągu kilku godzin serce jednego z największych miast świata, naukowe i administracyjne centrum Brytanii zostało zniszczone.” Doktor Thomas zostaje przywrócony na stanowisko i z innymi naukowcami szuka sposobu, by pokonać macki. Postanawiają wykorzystać do walki broń, która oficjalnie przestała istnieć lata temu. Thomas wraz z grupą wojskowych udaje się do podziemi londyńskiego metra, gdzie zagnieździł się tajemniczy organizm. Czy uda się pokonać stwora? Czy broń okaże się skuteczna? Przeczytajcie!

Podsumowanie

Horror „Macki” autorstwa Harry’ego Adama Knighta to powieść kategorii B, którą przeczytałam jednym tchem, w jeden wieczór. To trzeci horror tego autora, w którym ludzkość mierzy się z czymś dotychczas nieznanym nauce. W „Fungusie” były to szybko rozprzestrzeniające się grzyby, w „Tunelu” ludzie padali ofiarami zmodyfikowanych genetycznie ludzkich pasożytów. Tym razem autor stworzył fabułę, gdzie przyczyną śmierci i paniki wśród mieszkańców Anglii są tajemnicze macki, które wydostały się z głębin ziemi. Wizja tego, że to kosmiczne stwory zaatakowały Londyn przypadła mi do gustu. Nie ma tutaj rozbudowanej fabuły: coś zabija ludzi, podjęta jest próba walki z nieznanym. Do bohaterów tego horroru nie należy się za bardzo przyzwyczajać – ludzie giną tu masowo, prawie na każdej stronie. Sama liczyłam, że bohaterem tej powieści będzie ktoś zupełnie inny. Postacie nie są bardzo mocno zarysowane, niektóre wątki są przewidywalne.

Akcja jest wartka, wszystko dość szybko w powieści się rozwija. Autor doskonale ukazał opieszałość władz w obliczu nagłego zagrożenia. Póki ofiarami padali mieszkańcy mniejszych miasteczek, władze bagatelizowały cały problem, twierdząc, że jest to przejściowe. Jednak, gdy zagrożenie sięgnęło stolicy, zaczęto podejmować działania, by pokonać tajemnicze macki. Najpierw jednak wszyscy musieli uświadomić sobie czym one są i jakie stanowią zagrożenie. Postać bohaterskiego epidemiologa mającego szaloną teorię odnośnie pochodzenia stworów pojawiła się już w innych powieściach autora. Opisy ataku na ludzi są przerażające. Sam pomysł stworzenia nieznanego organizmu, który zabija ludzi w bardzo specyficzny sposób działa na wyobraźnię czytelnika. Po tej lekturze można obawiać się wszelkich ukąszeń i omijać dziwne robaki i węże szerokim łukiem. Horror jest dla tych, którzy lubią tajemnice, opisy zagłady miast i wizje okrutnej, masowej śmierci setek istnień ludzkich. Nie jest to powieść wymagająca, ale stanowi doskonały przerywnik pomiędzy lekturami bardziej ambitnymi. Polecam miłośnikom mocnych i krwawych opisów.

Olimpia

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Podobne prace

Czteropalczaści - Marcin Masłowski

Recenzja „Czteropalczaści” Marcin Masłowski | #141 |

Marcin Masłowski
Karuzela - Justyna Balcewicz

Recenzja „Karuzela” Justyna Balcewicz | #140 |

Justyna Balcewicz
Dom, który widział zbyt wiele

Recenzja „Dom, który widział zbyt wiele” Aneta Grabowska | #139 |

Aneta Grabowska
error: