Grzegorz Nieckarz

#73 Recenzja „Astra Kolaboratis”

#73 Recenzja "Astra kolaboratis"

"Astra kolaboratis" Grzegorz Nieckarz

Recenzja

Wstęp

Gdy sięgałam po debiutancką powieść Grzegorza Nieckarza „Astra kolaboratis” towarzyszyły mi pewne obawy. Rzadko czytam typowe powieści z gatunku fantastyki. Zdecydowanie wolę fantasy – magię, miecze, inne rasy. Tutaj bałam się, że opisy technologii, statków kosmicznych będą mnie nużyły. Jednak już po kilku przeczytanych stronach odkryłam, że Autor umiejętnie wplata te opisy w treść fabuły, co sprawia, że Czytelnik poznając nowe zdobycze ludzkości wręcz jest ciekawy co dalej. Naprawdę chciało się czytać o tym nowym świecie i wizji Autora dotyczącej przyszłości gatunku ludzkiego. Akcja jest wartka, a poglądy filozoficzne głównego bohatera doskonale ją dopełniają. To nie jest typowa fantastyka, to połączenie wizji przyszłości, w której Autor wykreował nowy świat, oraz chwila zastanowienia nad przeszłością i tym, co ludzkość utraciła i zniszczyła obierając drogę nieustannego rozwijania swoich zdobyczy. Czytelnik pozna tutaj obraz przyszłości, który może przerazić, gdyż moim zdaniem taki rozwój ludzkości jest bardzo prawdopodobny.

Tendlonix

Akcja powieści rozgrywa się w przyszłości, gdy ludzie już dawno opuścili starą, wyniszczoną Ziemię i przenieśli się na nowe planety. Główną siedzibą ludzi przyszłości jest planeta Tendlonix, zwana „Ziemią Odrodzenia.” To miejsce wyjałowione. Nie znajdziemy tutaj fauny ani flory, a przyrodę możemy podziwiać tylko dzięki hologramom. Na tej planecie, leżącej w centrum Systemu stworzonego przez ludzi, rządzi Tendloxer, zwany Pulsem. Do jego zadań należy kontrola innych planet, które ludzie nieustannie odkrywają i eksploatują na potrzeby dalszego rozwoju. Zawołaniem Pulsa jest łacińska sentencja: Per aspera ad astra – przez trudy/ciernie do gwiazd. To mnie zachwyciło. Już sam tytuł mnie przyciągnął, gdyż uwielbiam sentencje łacińskie. Te słowa mają przypominać ludziom, co udało im się osiągnąć i jakim kosztem. Jednak czy wszyscy pamiętają właśnie o ponoszonych kosztach pewnych działań?

Na planetę przybywa główny bohater i narrator tej historii – Kesjasz. To człowiek kochający naturę, badający inne planety. Nie znosi technologii, stawia naturę ponad zdobycze ludzkości. Tęskni za nią. Tendlonix absolutnie mu się nie podoba:

„Nienawidzę tej planety. Tu nie ma życia… Wszystko zachowuje się, jakby było zaprogramowane, a najgorsi byli ludzie, którzy jedynie szli przed siebie i pracowali…”

Kesjasz widzi ludzi tylko i wyłącznie skupionych na pracy. Stroni od maszyn, które wykonują większość czynności, Gardzi wręcz zdobyczami technicznymi ówczesnych ludzi. On marzy o świecie, jaki znany jest z historii. O powrocie do natury i życiu w zgodzie z nią:

„Technologia. Ile to już razy wymawiałem to słowo z goryczą w gardle, z drżącymi pięściami. Kiedyś świat był piękny… Pełen zieleni, w miarę czystego powietrza. Pełen cudów, a jedynym prawdziwym bóstwem była rządząca się swoimi prawami natura. Na tej planecie górowała stal! Miasta były pełne żelaznych elementów. Nie… To nie były elementy, ale całe budynki z niewielką zawartością szkła.”

Kesjasz spotyka się z Pulsem w Sali nazywanej Szachownicą (swoją drogą, ta sala również bohaterowi się nie podobała). Tutaj dowiaduje się, że ma wziąć udział w tajnej misji. Odkryto nową planetę i to on ma być jednym z jej badaczy. Dlaczego właśnie Kesjasz? Otóż jest to postać wzbudzająca wiele emocji. Pisze prace na temat wyższości natury nad technologią, nazywa ludzi wirusami, wspomina o człowieczeństwie. Jego prace i poglądy wzbudzają u niektórych podziw. Dlatego też Puls postanawia go wysłać na nieznaną planetę, gdyż boi się wybuchu buntu. Buntu przeciwko temu co tak ukochał – technologii. Kesjasz postanawia, że jeśli się tylko uda przetrwać na obcej planecie, nie pozwoli jej zniszczyć. Ma plan stworzenia tam pewnego rodzaju arkadii. Jednak co jego zdaniem jest pełnią szczęścia?

„Niszczymy wszystko, z czym się stykamy. Kiedy miejsce naszego postoju nie nadaje się już do życia, odrywamy korzenie od gruntu i zapuszczamy je dalej, by stamtąd znów ruszyć przed siebie, zostawiając za sobą spalone mosty. Nie jesteśmy ssakami… Jesteśmy wirusami.”

Takie poglądy prezentuje nam główny bohater. Trudno się z nimi nie zgodzić. Człowiek dla własnej wygody potrafił przekształcić naturę, podporządkować sobie inne żyjące na Ziemi gatunki. Ciekawe, czy tak jak przedstawia to Autor w swojej powieści, będziemy w przyszłości niszczyć inne planety, inne życia?

Wyprawa

Kesjasz wyrusza na misję zleconą przez Pulsa. Zabiera ze sobą swojego przyjaciela Cezaria. Tutaj jest ciekawy wątek ukazujący znajomość i związki pomiędzy tymi mężczyznami. Niby są przyjaciółmi, a jednak… Zaczyna dziać się coś niepokojącego. Czytelnik będzie miał wiele do odkrycia. Na statku należącym do Kesjasza – Cytadeli prócz nich przebywa też kilka innych osób tworzących załogę, której głównym celem jest badanie nowej planety. Co do samego statku – choć nie lubię opisów statków kosmicznych, to Autor mnie zaciekawił. Mamy tutaj pewien paradoks – Kesjasz niby nie znosi technologii, a jednak ma statek wyjątkowy, bardzo nowoczesny, to jego chluba. Troszkę mnie tu powiało hipokryzją.

Załoga składa się z osób, mających różne poglądy i doświadczenia. Każdy uczestnik ma pełnić konkretną funkcję. Podobały mnie się tutaj opisywane relacje pomiędzy nimi. Bardzo zaciekawiła mnie historia Jeny:

„W jej zachowaniu brakowało jedynie kolejnego walnięcia pięścią w stół. Zamiast tego zebrała rozsypane fragmenty rozumu i zgniatając je w dłoniach, ulepiła bardzo ciekawą historię. Zamieniłem się w słuch…”

Jena opowiedziała o pewnej wyprawie, w której przed laty uczestniczyła. Poszukiwała legendarnego krzewu o właściwościach odmładzających. Koniecznie przeczytajcie jej historię! Cytadela dociera na obcą planetę i w tym miejscu rozpoczyna się nowa opowieść. Czy załodze uda się poznać planetę i jej mieszkańców? O wszystkim Czytelnik dowie się z Dziennika Obcego, który prowadzi Kesjasz. Czy to jest to miejsce, którego bohater poszukiwał?

„Dając się uwieść pysze, oddalamy się od otaczającego nas świata. Uważamy się za lepszych, mimo że natura stworzyła nas jako ostatnich.”

Czy to właśnie tutaj będzie mógł żyć w zgodzie z naturą? Co zrobi, by osiągnąć szczęście? Przez prawie całą powieść bardzo lubiłam bohatera, ceniłam jego poglądy, choć były momenty niepewności. Jednak zauważyłam też postępujące w nim zmiany, a może i nawet kiełkujące szaleństwo. Przeczytajcie tę powieść, by odkryć prawdziwe oblicze Kesjasza. Zakończenie może Was zaskoczyć.

Podsumowanie

Grzegorz Nieckarz "Astra kolaboratis"

„Astra kolaboratis” autorstwa Grzegorza Nieckarza to dobrze napisany debiut, który mnie dosłownie „porwał.” Nie jest to tylko powieść fantastyczna ukazująca możliwą przyszłość gatunku ludzkiego. Autor w fabułę doskonale wplata wątki poruszające kwestie człowieczeństwa i jego zatracania. To traktat filozoficzny. Oczami Kesjasza obserwujemy jaki wpływ ma technologia na otoczenie i samego człowieka. Skłoniło mnie to do wielu przemyśleń. Moim zdaniem wizja świata przedstawiona przez Autora – świata, w którym niepomiernie rządzi technologia, może się sprawdzić. Jeżeli oczywiście człowiek przetrwa i będzie zdolny do podróży kosmicznych na szeroką skalę. Być może kiedyś wyniszczymy tak naszą planetę, że ludzkość będzie zmuszona szukać alternatywy. O ile oczywiście wcześniej nie zginie przez wirusy bądź wojnę atomową.

Osobiście nie chciałabym żyć w świecie wykreowanym przez Grzegorza Nieckarza. Myślę, że bardziej skłaniam się ku poglądom Kesjasza. Kocham naturę, technologia jest bardzo przydatna i ułatwia nam życie, ale powinniśmy pamiętać o naturze i jej pielęgnowaniu. Niestety, jesteśmy bardzo ekspansywnym i tak naprawdę „pazernym” na wszystko gatunkiem. Tutaj Autor ma rację, że jesteśmy wirusami. Często zamiast budować, niszczymy, zamiast pielęgnować, wykorzystujemy ekosystemy maksymalnie. Czy kiedyś czeka nas los mieszkańców Tendlonix? A może coś zupełnie innego?

Powieść „Astra kolaboratis” składa się z trzech ksiąg. W pierwszej Autor przedstawia nam planetę Tendlonix, w której przybliża nam swoją wizję przyszłości, gdzie na pierwszym miejscu stawiana jest technologia i jej nieustanny rozwój. Tutaj też poznajemy Kesjasza i jego odbiegające od tych utartych, poglądy. Księga druga dotyczy podróży na obcą planetę. Tutaj poznajemy załogę. Autor przedstawił nam kilka typów ludzi, którzy będąc razem na pokładzie statku muszą nauczyć się wspólnie funkcjonować, co nie jest łatwe. Każdy z uczestników wyprawy jest inny, ma inne poglądy, a wiadomo, że różnice mogą powodować pewne konflikty. Tutaj też znajdziemy tajemnice i spiski… czy są one prawdziwe? Czy może funkcjonują tylko w wyobraźni Kesjasza? Ostatnia księga moim zdaniem jest najciekawsza. Oczami Kesjasza Autor przybliża nam obcą planetę. Doskonale widać bogactwo wyobraźni Grzegorza Nieckarza. Bardzo mnie się podobała jego wizja tej planety.

Zakończenie powieści bardzo mnie zaskoczyło i myślę, że dzięki temu, że nie jest oczywiste, każdy Czytelnik może je na swój sposób zinterpretować. Właśnie to w „Astrze kolaboratis” mnie ujęło – jest tutaj „drugie” dno, Czytelnik sam musi odkryć pewne fakty, zinterpretować wydarzenia. Ogromnie lubię w powieściach wątki filozoficzne, które skłaniają mnie do refleksji. To moim zdaniem dodatkowy atut tej historii. Bo czy możemy jeszcze mówić o człowieczeństwie w świecie, w którym inne planety są niszczone i maksymalnie wykorzystywane w imię technologii? Jeżeli lubicie czytać powieści ukazujące wizje przyszłości ludzkości, chcecie zetknąć się z nieoczywistymi rozwiązaniami, lubicie tajemnice, a przede wszystkim chcecie poznać zdobycze technologii przyszłości, to gorąco polecam Wam ten debiut!

Olimpia

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Podobne prace

Świat bez świtu - Radmior Darmiła

Recenzja „Świat bez świtu” | #133 |

Radomił Darmiła
Pieśń słowika - Agata Suchocka

Recenzja „Pieśń słowika” | #132 |

Agata Suchocka
Wiele do stracenia - Marek Marcinowski

Recenzja „Wiele do stracenia” | #131 |

Marek Marcinowski
error: